środa, 4 lipca 2012

"Ostatnia piosenka"- Nicholas Sparks



Najpierw obejrzałam film, bo ktoś mi go polecił. Spodobał mi się tak bardzo, że włączyłam go sobie trzy razy ;) Jakiś miesiąc później, będąc w bibliotece zapytałam się pani bibliotekarki, czy mogłaby polecić mi coś fajnego. Odparła : ,,Och słoneczko, zobacz sobie tę książeczkę. Dopiero co obłożyłam" ;D
Muszę przyznać, że cieszyłam się niemiłosiernie, kiedy zauważyłam tytuł i autora. Jak to zawsze zwykle bywa, film różnił się od książki. Brakowało w nim kilku szczegółów i niektóre sytuacje zostały troszkę zmienione. Ale nie odbiegajmy tu od tematu, bo mam recenzować wersję pisaną ;) Główną bohaterką jest siedemnastoletnia Ronnie Miller, której rodzinę ojciec porzucił kilka lat temu i przeprowadził się do małego miasteczka w Północnej Karolinie. Zraniona dziewczyna nie przyjmuje faktu o rozwodzie rodziców. Zaczyna nienawidzić ojca za to, że zostawił ją i jej młodszego brata, a w szczególności ich mamę. Ronnie nie utrzymuje kontaktów z ojcem i nie chce mieć z nim nic wspólnego, jednak nieoczekiwanie matka dzieci wysyła rodzeństwo na wakacje do nowego domu ojca. Ronnie musi się z tym pogodzić ale robi wszystko, żeby uprzykrzyć ojcu życie. Poznaje tam wiele nowym osób - dobrych, jak i tych, którzy mają nieco inne intencje...
W tej niewielkiej, szarej mieścinie, jak uważa Ronnie, dziewczynę spotyka również wielka miłość. Układa się jej coraz lepiej. Nie czuje już nawet takiej nienawiści do ojca. Jednak jak to w życiu bywa, nic dobrego nie trwa wiecznie. Ronnie dowiaduje się, dlaczego musiała odwiedzić ojca razem z bratem. Okazuje się, że jest on śmiertelnie chory i nie zostało mu wiele czasu. Wychodzi też na jaw, że to nie z jego winy rodzina uległa rozbiciu, ale to właśnie mama chciała ułożyć sobie życie z nowym mężczyzną. Dziewczyna żałuje tych straconych lat. Aby zrobić coś dla niego, dokańcza jego nową piosenkę i powraca do gry na fortepianie. Tydzień później ojciec umiera.

No cóż, właśnie dlatego tytuł nosi nazwę ''Ostatnia piosenka''. Płakałam jak bóbr, nie tylko przy samej końcówce, ale w wielu momentach. Kiedy w którymś momencie brat wszedł do pokoju i zobaczył mnie w takim stanie oniemiał z wrażenia. Kiedy jednak dowiedział się, że to przez lekturę, po prostu mnie wyśmiał ;)
No ale ja już taka jestem. Książka jest bardzo wzruszająca, piękna. Daje też dużo do myślenia, dlatego uważam, że każdy, nawet chłopaki powinni ją przeczytać. Pokazuje, jak nienawiść potrafi przeistoczyć się w miłość. Gorąco polecam!

3 komentarze:

  1. Jak już zapewne pisałam, lubię książki przy których można popłakać. Na pewno przeczytam tą książkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna książka, ale na filmie się zawiodłam... Właśnie dlatego, że pominięto tam wiele fajnych momentów, które mi się akurat spodobały:) Z tym "płakaniem jak bóbr" miałam bardzo podobnie i też przyłapał mnie na tym brat, a potem stwierdził, że jestem wariatką:D nie obeszło się też bez śmiechu heh. Polecam wszystkim tą książkę:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, rzeczywiście film jest gorszej jakości, ale książka niesamowita ;) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń